środa, 16 lipca 2014

Rodzinny sekret 9

Dziękuję za komentarze pod poprzednim rozdziałemJ Cieszę się, że mnie nie opuściliście i dalej chcecie czytać moje wypociny. Bardzo dużo to dla mnie znaczyJ

*************************

Czarny puchacz zastukał w szybę, tym sama zwracając na siebie uwagę rudowłosego chłopaka. Podszedł do okna, aby wpuścić ptaka, który gdy tylko znalazł się wewnątrz komnaty, przysiadł na drewnianej ramie łóżka w dziobie trzymając niewielki liścik.
Sięgnął do sowy, zabierając zwitek i przygotował dla niej miseczkę z wodą i pokarmem.
Kiedy upewnił się, że puchacz zajął się jedzeniem, przysiadł na łóżku rozwijając list.
Jest źle. 328 - 21:30! J
Spojrzał na zegarek, który wskazywał 21:08. Schował list do kieszeni i opuścił dormitorium. Miał jakieś 20 minut, aby dostać się do nieużywanej sali, w opustoszałej części zamku. Przez całą drogę uważnie się rozglądał, czy nikt go nie obserwuje. Domyślał się, że większość była na imprezie u ślizgonów, ale wolał nie ryzykować.
Ostatni raz rozglądając się po korytarzu, wszedł do starej klasy. Podszedł do kominka, rozniecając ogień, za pomocą różdżki i czekał na pojawienie się przyjaciela.
- Ron - nie musiał długo czekać. Już po chwili w płomieniach pojawiła się głowa jego rudego kuzyna.
- Nareszcie, co się dzieje?
- Nie jest dobrze - odpowiedział - wszędzie jest pełno śmierciożerców. Muszę być ostrożny.
- Znalazłeś medalion?
- Tak, ale strzegą go właśnie Jego sługusy. Muszę coś wymyślić jak się ich pozbyć, ale do tego czasu niewiele zdziałam. Najprawdopodobniej, będę musiał czekać, aż On ich wezwie.
- To może rozpocznij już poszukiwania innych horkruksów.
- Czy to coś da? Inne z pewnością też są strzeżone.
- W sumie racja - pokiwał głową.
- A jak tam u was?
- Na razie spokojnie. Bez zmian.
- Tyle dobrze - odetchnął z wyraźną ulgą - Muszę kończyć, domownicy mogą w każdej chwili wrócić. Odezwę się jeszcze.
- Bądź ostrożny.

*****

Błoga cisza. Błoga cisza panowała dookoła. Cisza, która ich otaczała, przyzywała ci na myśl idealnie wysprzątany pokój w jasnych barwach, z dużymi przestronnymi oknami, które wpuszczały do pomieszczenia promienie słońca. Nie pasowała jednak do bałaganu, który panował w komnatach należących do domu węża. Opróżnione, porozrzucane butelki, zaplątane ludzkie ciała rozłożone na kanapach i podłodze salonu. Pomięte części garderoby, znajdujące się na całej powierzchni dormitoriów, szczególnie jednego dormitorium.
Niemiłosierny ból głowy pojawił się, gdy tylko została wybudzona ze snu. Miała wrażanie jakby coś umarło w jej suchych ustach.
Nigdy więcej picia! W każdym razie nie w takich ilościach! Co jej odbiło?
Odwrócił się ostrożnie, poczuła obok siebie ciepło drugiego ciała. Zamarła. Gdzie była, co zrobiła i kim był tajemniczy nieznajomy.
Powoli, z trudnością uniosła powieki, rozglądając się po pomieszczeniu. Od razu dostrzegła srebro i zieleń. Była w komnacie ślizgona. No pięknie. Lekko uniosła kołdrę - była naga. Tylko nie to! Ostrożnie przekręciła głowę i...nie, to niemożliwe. Obok niej, również zupełnie nagi, spał Dracon Malfoy.
Usiadła prosto, podkurczając nogi i obejmując je rękami. Czoło ułożyła na kolanach.
Kurwa! Nie, nie, nie!
Nie mogła się przespać z tą zapatrzoną w siebie tlenioną fretką.
Zesztywniała, czując że drugie ciało zaczyna się poruszać. Spojrzała na blondyna, obserwując jak się budzi.
Ostrożnie uchylił powieki, ukazując swoje stalowe tęczówki.
- Cześć Riddle - wymruczał, ponownie zamykając oczy i odwracając się na drugi bok.
Po chwili jednak gwałtownie się podniósł, chwytając za głowę, kiedy poczuł silny ból, przeszywający jego czaszkę.
- Błagam - jęknął - powiedz mi, że tego nie zrobiliśmy.
- Chciałabym - odpowiedziała - Nikt nie może się o tym dowiedzieć.
- Nie bój się ja też nie chcę by inni wiedzieli - sięgnął do szafki nocnej, biorąc dwie buteleczki z eliksirem na kaca. Podał jedną z nich dziewczynie, kiedy usłyszeli dwa głosy.
- My tez nikomu nie powiemy - spojrzeli w stronę szeroko otwartych drzwi, gdzie stali Ginny i Blaise.
- Co tu robicie? - warknął Draco, chwilę po tym jak opróżnił swój flakonik.
- Przyszliśmy sprawdzić, czy żyjecie - wzruszył ramionami Diabeł.
- Co? Wiedzieliście o tym? - jęknął szatynka.
- Oczywiście, że nie - zaprzeczyła ruda.
- Urządziliście sobie wczoraj zawody, kto wypije najwięcej ognistej. W końcu stwierdziliśmy, że czas najwyższy to przerwać i odesłaliśmy was tutaj. Myśleliśmy, że pójdziecie spać. Ledwo się trzymaliście na nogach. Gdybyśmy wiedzieli, że znajdziecie jeszcze siłę na zabawę, zostalibyśmy, aby was pooglądać - zaśmiał się brunet, poczuł jak drobna dłoń rudowłosej uderza go w  tył głowy - Auć...żartowałem. Przecież wtedy nie dopuścilibyśmy do tego.
- Dobra, oprócz naszej czwórki nikt nie może o tym wiedzieć. Zrozumiano? - zarządziła pani prefekt.
- Oczywiście - reszta przytaknęła zgodnie głowami.

*****

Krążył podenerwowany po sypialni. Cały czas myślał o tym co powiedział mu Czarny Pan. Draco ma ożenić się z Hermioną. To wszystko niweczyło jego plany.
Wszystko szło w dobrym kierunku, jeszcze trochę i uwolnili by się z pod władzy tego tyrana. Jaki on był głupi, dlaczego zgodził się wstąpić w jego szeregi? Przecież znał odpowiedź, chciał władzy, pozbycia się szlam. Przez jego głupotę, może skrzywdzić własną rodzinę.
Wystarczy, że skrzywdził swojego przyjaciela, a zrobił to by zapewnić bezpieczeństwo synowi i żonie. Musiał go doprowadzić do Voldemorta w innym wypadku ukarałby jego rodzinę.
Co ma teraz zrobić? Teraz Riddle będzie miał większą władzę nad nimi. Wiedział, że ślub nie jest nagrodą, tylko chce mieć nad nim większą kontrolę. Czyżby się czegoś domyślał? Nie, niemożliwe, przecież dobrze ukrywał się ze swoimi planami.
Wiedział, że Hermiona była przeciwko czarnemu Panu, ale jednak dalej była jego wnuczką i kontrolował, to co się dzieje w jej życiu, a teraz również skupi większą uwagę na Draco i rodzinie Malfoy.
Co powinien zrobić?
- Lucjuszu co się dzieje? - Narcyza siedział na kanapie w salonie, bacznie przyglądając się swojemu mężowi.
- On chce naszego syna - w końcu postanowił się odezwać.
- Słucham? - nie bardzo rozumiała.
- Czarny Pan postanowił, że Draco poślubi Hermionę.
Błękitne tęczówki kobiety, szeroko się otwarły. Nie wiedział co powiedzieć. Nigdy się od niego nie uwolnią. Przecież wszystko już było prawie gotowe.
- Jak to? - czuła jak jej oczy zachodzą łzami.
- Twierdzi,  że to nagroda za posłuszeństwo względem niego, ale jakoś w to nie wierzę. Boję się, że może coś podejrzewać w związku z naszą ucieczką. Chce mieć pewność, że zostaniemy i nie zrobimy nic głupiego.
- Ale dlaczego Draco? - spytała, powstrzymując szloch.
Lucjusz usiadł obok żony, przytulając ją do siebie.
*****
Od wspólnej nocy Hermiony i Draco miął tydzień. Na początku było im trochę niezręcznie, ale z czasem to minęło. Mogłoby się wydawać, że nikt już o tym nie wspomni, a sami zainteresowani powoli o tym zapominali. Jednak pewna osoba ma bardzo długi język, zwłaszcza po wypiciu kilku szklanek ognistej.

*****

- Riddle - jęknął Malfoy - Długo jeszcze?
Siedzieli w bibliotece. Hermiona pisała wypracowanie na zielarstwo, nie zwracając uwagi na nudzącego się Draco.
- Już ci mówiłam, że możesz iść na spotkanie z Diabłem i Chrisem - odpowiedziała, nawet na niego nie spoglądając.
- A ja ci mówiłem, że zbliża się 22:00 i samej cię tu nie zostawię - warknął.
Miał już dość, był znudzony i zirytowany.
- Daj mi jeszcze 10 minut - odpowiedziała zamykając książkę - Sprawdzę tylko i możemy iść.
- O nie - zaprotestował - to możesz zrobić w swoim pokoju - zabrał jej wypracowanie, zwijając go w rulon.
- Malfoy! - oburzyła się.
- Idziemy - warknął.
Niezadowolona szatynka spakowała pióro i jedną z książek do torby. Minęłam blondyna wyrywając mu pergamin i kierując się do wyjścia.
Szli w ciszy. Nikogo już nie było na korytarzu, jedynie ich dwójka. Echo ich kroków roznosiło się dookoła.
Nareszcie dotarli do pokoju. Zauważyli dwójkę chłopaków rozwalonych na fotelu. Na stoliku stała już do połowy pusta butelka z ognistą, a obok niej szklanki.
- Cześć - Hermiona i Draco oznajmili swoje przybycie.
W tym momencie stało się coś, czego nikt się nie spodziewał.
Chris słysząc głos blondyna, gwałtownie odwrócił głowę w jego stronę. W jego oczach pojawiła się wściekłość. Wystrzelił z fotela i po chwili przeciskał zdezorientowanego ślizgona do ściany.
- Ty - warknął - Jak mogłeś?
- Stary, co ty? - wychrypiał.
- Chris - krzyknęła szatynka - Co ty robisz! Puść go?
Hermiona z lekkim strachem przyglądała się wszystkiemu z boku. Podeszła do brata, cudem odciągając go od blondyna i stanęła pomiędzy chłopakami.
- Co się stało? - spojrzała na brata.
- Ty mi to powiedz - warknął, mierząc Malfoy’a morderczym wzrokiem.
Panna Riddle westchnęła i spojrzała na Zabiniego.
- Blasie - zwróciła się to bruneta - Co mu jest?
- Um… - Diabeł spojrzał na swoje dłonie - Tak jakby, przez przypadek, właśnie mu powiedziałem, że się przespaliście.
- Co?! - wykrzyknęli równocześnie Hermiona i Draco.
- Blaise - oburzył się Draco.
- Sorry, zapomniałem, że to tajemnica, a chciałem mu powiedzieć jak zabawnie było, kiedy was z Rudą znaleźliśmy - przybrał skruszoną minę.
- Christopher, uspokój się - brązowe tęczówki utkwiły z zielonych oczach brata.
- Uspokój się?  - spojrzał gniewnie na siostrę, zapadła chwila ciszy - Jesteście razem?
- Słucham? - była zaskoczona.
- Pytam się czy jesteście parą? - warknął.
- Nie, oczywiście, ze nie jesteśmy - zaprotestowała.
- W takim razie się nie uspokoję. Potraktował cię jak każda inną panienkę na jedną noc. Mówiłem mu, że ma się trzymać od ciebie z daleka.
- Chris - zaczął blondyn, ale brunet mu przerwał.
- Zamknij się!
- Nie to ty się zamknij - Hermiona czuła jak zaczyna tracić cierpliwość - Stało się, ok? Przespałam się z Malfoy’em. Trudno, ale to tylko i wyłącznie moja sprawa, co robię i z kim. Jestem pełnoletnia.
- Ale on… - zaczął chłopak, ale jego siostra ponownie mu przerwała.
- Byliśmy pijani. Ani ja, ani on nie pamiętamy tego, więc nie przespał się ze mną, by mnie zaliczyć. Żadne z nas tego nie pamięta. Postanowiliśmy zapomnieć, że taka sytuacja miała miejsce więc odpuść.
- Ale… - próbował coś powiedzieć, ale nie wiedział co. Brakowało mu argumentów.
- Ale co? Sam już nie wiesz co powiedzieć. Po prostu zapomnij o tym tak jak my - wyminęła brata, wchodząc do sypialni i zamknęła za sobą drzwi.
W salonie ponownie zapadła cisza. Trójka czarodziei wpatrywała się w drzwi, za którymi zniknęła panna Riddle.
Po chwili Chris ponownie spojrzał na blondyna.
- Przepraszam - wyciągnął dłoń w kierunku Draco.
- W porządku - uścisnął ją.
- Mam nadzieje, ze już to się więcej nie powtórzy. Dalej masz trzymać łapy przy sobie.
- Nie martw się, nie na raze ci się - poklepał bruneta po plecach i usiadł na jednak z kanap.

*****

Dwóch mężczyzn siedziało w ciemnym pokoju. Ich twarze oświetlała tylko niewielka lampka stojąca na biurku.
- Dobrze, że jesteś - Tom przeczesał swoje włosy, dłonią.
- Wzywałeś panie, więc jestem - odpowiedział, drugi mężczyzna. W jego niebieskich oczach widoczne było zaciekawienie i podekscytowanie.
- Potrzebuję twojej pomocy.
- Zrobię wszystko co zechcesz.
- Dobrze - jego usta wygięły się w złośliwym uśmiechu - Czy twoja córka zrobi wszystko o co ją poprosisz?
- Tak - odpowiedział pewnie.
- Wykona każdy rozkaz?
- Oczywiście.
- Świetnie! - klasnął w dłonie - Jeśli się dobrze spisze, nie ominie was nagroda.
- Jakie jest jej zadanie?
- Jak wiesz, moja rodzina mnie nienawidzi. Nie są po mojej stronie. Potrzebuję jednak, aby ktoś z nich stał się moim sprzymierzeńcem. Twoja córka ma mi w tym pomóc.

*****

Zaspał! Jakim cudem zaspał?! Biegł szkolnym korytarzem, aby jak najszybciej dotrzeć do odpowiedniej sali. Nie zwalniając wybiegł zza zakrętu. Pech chciał, że ktoś tam był i z całej siły wpadł na jakąś postać, przewracając ją.
- Przepraszam - wyciągnął dłoń w kierunku poszkodowanej dziewczyny - Zaspałem na lekcję. Nie chciałem na ciebie wpaść.
- Nic się nie stało - podniosła głowę, chwytając wyciągniętą dłoń.
Chłopak zamarł. Para pięknych, niebieskich tęczówek wpatrywała się w niego. Uważnie przyjrzał się dziewczynie. Miała długie, czarne włosy zaplecione w warkocz. Długie ciemne rzęsy, otaczały jej oczy. Brzoskwiniowa cera, z lekkimi rumieńcami na policzkach i pełne, różowe usta. Była piękna.
- Jestem April - powiedział, uśmiechając się.
- Chris - odpowiedział, kiedy się otrząsnął.
Spojrzał na jej ubiór, chcąc określić z jakiego jest domu, ale nie miała na sobie szkolnej szaty. Za nią stał brązowy kufer.
- Jesteś nowa? - spytał.
- Tak - pokiwała głową - przed chwilą przyjechałam. Rodzice postanowili mnie tu przenieść z Beauxbatons. Szukam właśnie wejścia do mojego domu.
- Gdzie cię przydzielili?
- Do Ravencalw, jestem z ostatniego roku.
- Naprawdę? To mój dom, też jestem na ostatnim roku. Chodź zaprowadzę cię do pokoju - zaproponował, chwytając jej kufer.
- A twoje lekcje? - spytała.
- Nic się nie stanie, jak raz sobie odpuszczę zaklęcia - uśmiechnął się, puszczając do dziewczyny oczko. Widział jak jej twarz robi się lekko czerwona, a spojrzenie błękitnych tęczówek wbija w podłogę.
- Dziękuję - odpowiedział, nieśmiało się uśmiechając.

******************************

Nowy rozdziałJ Szybciej niż poprzednieJ

Dajcie znać co myślicieJ
Pozdrawiam Lady Charlotte

P.S. Jeśli macie do mnie jakieś pytania dotyczące rozdziału, lub czegokolwiek innego, z boku jest podany mój twitter, tumblr i ask. Proszę tam do mnie pisać, jeśli chcecie uzyskać odpowiedź. Jestem zbyt leniwa i nie chce mi się logować na gmail, więc tu raczej nie będę odpowiadać na pytania:) 

czwartek, 3 lipca 2014

Małe ogłoszonko!

Chciałam tylko poinformować, że z pewnych przyczyn, zlikwidowałam poprzedniego aska i założyłam nowego @Kayka_U :)
Nie mam pojęcia, kiedy pojawi się nowy rozdział. Ostatnio próbowałam coś napisać, ale mam 2 strony i utknęłam. Kompletnie nie wiem co dalej, więc jeśli chcecie w miarę szybko rozdział to módlcie się by wena wróciła:D
Pozdrawiam Lady Charlotte:)

środa, 25 czerwca 2014

Rodzinny sekret 8

- Co się ostatnimi czasy dzieje z Riddle? - Draco siedział w WS przy stole Slitherinu, podczas kolacji. Spojrzenie jego stalowych tęczówek cały czas było utkwione w prefekt naczelnej.
- To znaczy? - Diabeł spojrzał na przyjaciela z zainteresowaniem.
- Od dwóch tygodni nie wdałem się z nią z żadną większą kłótnię. Szczególnie jeśli chodzi o to, że ciągle ją kontroluję. Nie awanturuje się o to, tylko się zgadza. Czasami widać, że ma ochotę się sprzeciwić, ale ostatecznie odpuszcza.
- Źle ci z tym?
- Nie, ale to dziwne. Co ona kombinuje?
- Od razu musi coś kombinować? Może zrozumiała, że nie ma sensu ci się sprzeciwiać bo i tak nie wygra.
- Myślisz? - blondyn odwrócił głowę, spoglądając na Blaise - Ona raczej łatwo nie odpuszcza.
*****
Hermiona siedziała w salonie. Na jej kolanach spoczywała gruba książka i pergamin, po którym pisała. Postawiła kropkę na końcu zdania i zadowolona przeczytała jeszcze raz swój esej na eliksiry. Pozbierała swoje rzeczy i udała się do sypialni.
- Draco, mówię ci, że powinieneś iść z tym do Skrzydła Szpitalnego - po pomieszczeniu rozniósł się głos Zabiniego.
- Daj spokój, to tylko rozcięcie - skrzywił się, odsuwając od policzka wilgotną, ubrudzoną krwią ściereczkę. Podszedł do fotela i zajął na nim miejsce.
- Ale ja nie mówię o rozcięciu. Mocno oberwałeś w głowę, możesz mieć wstrząs.
- Nic mi nie jest - burknął.
- O cześć - w salonie pojawiła się szatynka - jak tren… - przerwała widząc spuchnięty policzek blondyna. Widniało na nim rozcięcie, z którego spływały krople krwi - Boże, Mafloy co ci się stało? - podeszła do chłopaka.
- To nic - odpowiedział, zakrywając policzek ściereczką.
- Jak to nic? Widziałeś siebie w lustrze?
- Oberwałem tłuczkiem podczas treningu, nic poważnego, żyję - warknął, odtrącając dłoń dziewczyny, która próbowała zabrać ściereczkę od blondyna.
- Nie powiedział bym - mruknął Zabini, ale na tyle wyraźnie by pozostała dójka mogła to usłyszeć.
- Zamknij się - warknął w stronę przyjaciela.
- Musisz iść z tym do Skrzydła Szpitalnego - zarządziła szatynka.
- Nigdzie nie idę! - krzyknął poirytowany.
- Malfoy…
- Powiedziałem nie - ton głosu był ostry.
- No dobrze - westchnęła - ale przynajmniej mi pozwól się tym zająć.
Zapadła cisza, podczas której Hermiona i Draco wpatrywali się w siebie.
- No dobra - burknął.
Szatynka uśmiechnęła się i ruszyła do łazienki po apteczkę. Po chwili wróciła do salonu i usiadła obok ślizgona. Draco posłusznie odsunął dłoń ze szmatką i pozwolił, aby Hermiona uważnie przyjrzała się jego ranie.
Wyciągnęła wacik i wylała na niego kilka kropel jakiegoś eliksiru.
- Może trochę szczypać - ostrzegła przykładając wacik do rany, na co blondyn syknął cicho.
Draco czuł delikatny dotyk dziewczyny na swoim policzku. Musiał przyznać, że był przyjemny, nie licząc lekkiego szczypania. Riddle dotykała go, jakby bała się go bardziej skrzywdzić. Kiedy oczyściła ranę, posmarowała ją jakąś maścią i założyła opatrunek.
- No skończone - odsunęła się, na co chłopak jęknął w duchu - Tylko tyle mogłam zrobić, ale gdybyś poszedł do Pomfrey, na pewna dałaby ci maść, która zadziałałaby po kilku minutach.
- To wystarczy, dzięki - mruknął.
- Nie ma sprawy - posłała mu lekki uśmiech i poszła do łazienki odnieść apteczkę.
- Podobało ci się - Diabeł usiadł obok kumpla, a na jego twarzy widniał złośliwy uśmiech.
- Co?
- Podobało ci się jak cię opatrywała - powtórzył.
- Zwariowałeś - warknął, odwracając głowę w stronę kominka, na co Blaise się tylko zaśmiał.
*****
Czas szybko mijał. Październik zbliżał się ku końcowi. Ostatnia sobota tego miesiąca, nie należała do słonecznych dni. Zimny wiatr targał gałęziami drzew. Woda w jeziorze stała się niespokojna, wzburzone fale rozbijały się o skały. Ciężkie krople spadały z nieba, smagając po twarzach zawodników z domów węża i kruka.  Dokładnie dziś odbywał się mecz quidditch. Widoczność była okropna. Zawodnicy przemoknięci i zziębnięci. Szukający starali się w tej ulewie dostrzec złotą kulkę, aby ja najszybciej zakończyć mecz i wrócić do ciepłych murów zamku.
Reszta uczniów jak i nauczyciele, którzy postanowili zobaczyć mecz siedzieli na trybunach, ukrywając się pod dużymi, czarnymi parasolami. Starali się śledzić przebieg gry, jednak deszcz im to utrudniał.
Nareszcie rozbrzmiał upragniony dźwięk oznaczający koniec meczu. Ktoś złapał złotego znicza.
Ślizgoni wygrali!
*****
Siedziała na kanapie w salonie. W kominku wesoło trzaskał ogień ogrzewając pomieszczenie. Na ławie, przed nią stał kubek z gorącą, parująca herbatą, a w jej dłoniach jak zwykle spoczywała książka. Od czarnych, drukowanych znaków oderwał ją dźwięk otwieranego przejścia do pokoju prefektów.
- Miona - obok szatyni pojawiła się jej ruda przyjaciółka.
- Ginny - odłożyła lekturę, uśmiechając się do młodszej dziewczyny.
- Nie było cię na meczu - oburzyła się - obiecałaś, że będziesz.
Hermiona spojrzała w kierunku okna, gdzie dalej panowała ulewa, po czym wróciła wzrokiem na pannę Weasley.
- Dziwisz się? W taką pogodę?
- Podobno obiecałaś bratu, że z nim pójdziesz - założyła ręce na piersi - Czekaliśmy na ciebie i w końcu poszliśmy sami.
- Jak to czekaliście? Poszłaś z Ronem?
- Nie, z Chrisem.
- Był na meczu? - oburzyła się szatyna - Przecież jest chory i miał siedzieć w łóżku. Obiecał mi, tylko dlatego nie zaciągnęłam go siłą do Skrzydła Szpitalnego. Idę z nim porozmawiać - wstała gwałtownie z kanapy i skierowała się do wyjścia - Możesz tu na mnie zaczekać, zaraz wrócę - rzuciła, nim zniknęła w przejściu.
Ginny westchnęła, kręcą głową a na jej twarzy pojawił się niewielki uśmiech.
- Weasley - usłyszała głos drugiego mieszkańca, tych komnat.
Podniosła głowę i...o boże! Przed nią stał prawie nagi Blaise. Jedynie w biodrach był przepasany białym ręcznikiem. Po jego ciemnej, idealnie wyrzeźbionej klatce piersiowej spływały krople wody. Na jego twarzy igrał zadziorny uśmieszek. Spojrzenie ciemnych oczu utkwione było w rudowłosej. Czuła jak robi jej się ciepło i zasycha w ustach. Domyśliła się, że na jej policzkach pojawił się rumieniec.
- Podoba ci się to co widzisz? - zrobił krok w kierunku dziewczyny.
- Chyba żartujesz - prychnęła, udając niewzruszoną. Odwróciła głowę zakładając ręce na piersi.
- Twoje rumieńce mówią co innego - zaśmiał się
- Ciepło tu macie, więc moje policzki nabrały kolorów - starała się wytłumaczyć.
- Mów co chcesz, ja i tak wiem swoje - odwrócił się, kierując do swojej sypialni - A… - odwrócił głowę w stronę Ginny - Slitherin organizuje dzisiaj imprezę, z okazji wygranego meczu. Czuj się zaproszona - puścił do niej oczko i zniknął za drzwiami.
*****
- Miona - zawołała ruda, kiedy panna Riddel przekroczyła próg swojej sypialni - I jak tam?
- Trochę się posprzeczaliśmy - wzruszyła ramionami - Powiedział mi, że obiecał kumplom z domu i Zabiniemu, że przyjdzie. Chciał iść także na imprezę do ślizgonów, ale mu nie pozwoliłam. Kiedy się zaczął kłócić siłą go zaciągnęła do SS. Ma 39 stopni gorączki i zapalenie oskrzeli. Przez kilka dni sobie poleży w szpitalu - wyjaśniła.
- Obrażony jest?
- Był, ale kiedy usłyszał diagnozę, przeszło mu - uśmiechnęła się siadając na łóżku obok przyjaciółki.
- Miona, idziesz na imprezę do ślizgonów? - spytała niepewnie, tym samym zmieniając temat.
- Nie mam wyjścia. Malfoy mi nie ufa, po tym jak już raz go nie posłuchałam, po za tym Zabini zagroził, że jak się nie pojawię, to zaciągnie mnie tam siłą. Czemu pytasz?
- T-tak tylko - wzruszyła ramionami.
- Wiem, że coś jest na rzeczy - trąciła rudą ramieniem - Mów!
- Blaise mnie zaprosił - czuła jak znowu się rumieni.
- Podoba ci się? - spytała widząc zaczerwienioną twarz przyjaciółki.
- Może - mruknęła.
- Widzę, że tak.
- To i tak nie ma znaczenia. Blaise to kobieciarz, a ja nie mam zamiaru być jego kolejną zdobyczą - powiedziała już pewniej.
- Zaprzyjaźnić zawsze się możecie, a potem może Diabeł okaże się jednak inny. Chodź, trzeba się przygotować na imprezę - podeszłą do szafy w celu znalezienia odpowiedniego stroju.
*****
W powietrzu unosił się zapach alkoholu, jedynym źródłem światła były lampy dyskotekowe. Pod jedna ze ścian znajdowało się miejsce dla DJ’a. Po przeciwnej stał bar. Pod ścianami były rozłożone kanapy, a na środku parkiet, gdzie znajdował się już tłum ludzi, tańczących, a raczej ocierających się o siebie, w rytm muzyki. Dziewczyny szybko znalazły Draco i Blaise, chociaż powinno się powiedzieć, ze to oni je znaleźli.
- Chodź Ruda na parkiet - Diabeł nie czekając na odpowiedź dziewczyny pociągnął ją za sobą. Malfoy, pomimo wygranej nie miał ochoty na zabawę, więc siedział przy barze, a jego stalowe tęczówki cały czas uważnie obserwowały Harmionę, która co chwilę tańczyła z kimś innym.  Sam nie wiedział czemu, ale kiedy widział jak inni faceci ją dotykają, jak wywołują na jej twarzy uśmiech miał ochotę podejść i siłą zabrać stąd dziewczynę. Gdyby komuś o tym powiedział, zapewne oznajmiłby mu, że jest zwyczajnie zazdrosny. Nie, on nie był zazdrosny. Niby dlaczego miałby być? Przecież to Harmiona Riddel, największa kujonica w szkole i idealna prefekt naczelna.
Jego oczy się zwęziły, a usta zacisnęły, kiedy zauważył kto aktualnie trzymał w ramionach szatynkę. Nott. Widział na twarzy dziewczyny, że jej się to nie podoba i próbuje odejść, ale chłopak jej na to nie pozwolił. Odłożył swoją szklankę z alkoholem i ruszył na ratunek. Stanął za brunetem odwracając go w swoja stronę.
- Nott, chyba mówiłem ci, że masz się trzymać od niej z daleka - warknął.
- Spokojnie, już idę - powiedział odsuwając się od dziewczyny i  odchodząc. Nie chciał zadzierać z Malfoy’em.
- Dziękuję - posłała mu lekki uśmiech i chciała odejść, ale blondyn jej na to nie pozwolił. Objął gryfonkę w pasie i przyciągnął do siebie.
- Co ty robisz? - była zaskoczona, ale położyła dłonie na ramionach chłopaka.
- Sokoro już tu jestem postanowiłem skorzystać z okazji - uśmiechnął się zadziornie.
Spodziewał się, że dziewczyna się oburzy i go odepchnie, ale ta tylko się uśmiechnęła i przytuliła do chłopaka, czym bardzo go zaskoczyła.
*****
Przetańczyli razem kilka kawałków, ostatecznie siadając przy barze.
- Co dla was? - pojawił się przy nich barman.
- Dla mnie ognista, a nasza pani perfekcyjna, zapewne napije się tylko soku - zaśmiał się spoglądając na szatynkę.
- Ej - oburzyła się - to, że jestem jaka jestem nie znaczy, że nie umie pić - odpowiedziała - Dla mnie też ognista - zwróciła się do barmana.
Mężczyzna podał im po chwili dwie szklanki, wypełniona bursztynowym płynem. Hermiona sięgnęła po swoją i od razu wypiła całą zawartość. Czuła jak jej gardło zaczyna płonąć. Cudem powstrzymała się od skrzywienia.
- Jeszcze jedna - wychrypiała, odkładając szklankę i spoglądając z błyskiem w oku na blondyna. Widziała, że chłopak jest zszokowany.
- No Riddle, myślę, że zapowiada się ciekawa impreza - odpowiedział. Szybko wypił swój trunek i poprosił o następny.
*****
Siedział za wielkim dębowym biurkiem, zapisując coś, schludnym, pochyłym pismem w swoim dzienniku. Po pokoju rozniosło się pukanie, które przerwało wykonywana przez niego czynność.
- Proszę.
Drzwi otworzyły się z cichym skrzypnięciem, a do gabinetu wkroczył mężczyzna o długich, platynowych włosach, związanych w kucyk. Spojrzał na mężczyznę za biurkiem. Skłonił się i ponownie spojrzał na Riddle.
- Panie, chciałeś mnie wiedzieć.
- Tak Lucjuszu. Usiądź - wskazał dłonią na wolny fotel - Chciałem z tobą omówić pewną sytuację. Jesteś moim najwierniejszym sługą. Nie raz mi to udowodniłeś. Zdradziłeś nawet mojego syna, aby być przy mnie. Bardzo to sobie cenię. Dlatego postanowiłem nagrodzić twoją rodzinę. Zostaniecie przeze mnie wyróżnieni.
- To znaczy? W jaki sposób panie?
- Postanowiłem, że dwa wielkie rody czystokrwiste, Riddle i Malfoy zostaną połączone, przez ślub.
**********************************
I oto kolejny rozdział:) Miał się nie pojawić przynajmniej przez miesiąc, ale postanowiłam się wziąć za siebie i go napisać. Mam nadzieje, że was nie zanudziła i chociaż trochę się podobał.
Nie mam pojęcia, kiedy pojawi się kolejna. Jak na razie mam  pomysł tylko na początek, so…
Dziękuję każdemu, kto jest przy mnie i czeka na rozdziały. Dziękuję za każdy miły komentarz. Naprawdę bardzo mi pomagały i podnosiły mnie na duchu:)
Bardzo proszę o komentarze:)

Pozdrawiam, Lady Charlotte

Mała zapowiedź:)

Dawno nie dodawałam nowego rozdziału.
Pisze się, nowy rozdział powoli się tworzy.
Aby udowodnić, że zaczęłam kolejną cześć postanowiłam wrzucić tutaj niewielki fragment:)

(...)
- Może trochę szczypać - ostrzegła przykładając wacik do rany, na co blondyn syknął cicho.
Draco czuł delikatny dotyk dziewczyny na swoim policzku. Musiał przyznać, że był przyjemny, nie licząc lekkiego szczypania. Riddle dotykała go, jakby bała się go bardziej skrzywdzić. Kiedy oczyściła ranę, posmarowała ją jakąś maścią i założyła opatrunek.
 - No skończone - odsunęła się, na co chłopak jęknął w duchu - Tylko tyle mogłam zrobić, ale gdybyś poszedł do Pomfrey, na pewna dałaby ci maść, która zadziałałaby po kilku minutach.
 - To wystarczy, dzięki - mruknął.
 - Nie ma sprawy - posłała mu lekki uśmiech i poszła do łazienki odnieść apteczkę.
 - Podobało ci się - Diabeł usiadł obok kumpla, a na jego twarzy widniał złośliwy uśmiech.
 - Co?
 - Podobało ci się jak cię opatrywała - powtórzył.

 - Zwariowałeś - warknął, odwracając głowę w stronę kominka, na co Blaise się tylko zaśmiał.
(...)

Pozdrawiam, Lady Charlotte:)

czwartek, 19 czerwca 2014

Dalej myśli...

No i co ja mam zrobić? Nie wiem! Z jednej strony naprawdę chciałabym skończyć to opowiadanie, ale z drugiej brak weny, brak chęci.
Nie wiem, może ruszę z pracą nad nowym rozdziałem w lipcu, ale na razie nie mam na to zbytniego czasu. Jestem pochłonięta pracą nad czymś innym.
Moje postanowienie! Jeśli do końca moich wakacji (do końca września) nie pojawi się nic nowego, kończę z prowadzeniem tego bloga. Wydaje mi się, że wtedy pisanie nie będzie miało już sensu. Co wy o tym myślicie?
Pozdrawiam Lady Charlotte

P.S. Czy wam też nie wyświetla się tło szablonu?
P.S.2. Zastanawiam się, czy nie przenieść opowiadania na tumblr lub AO3 (chociaż bardziej skłaniam się ku tej stronie). Co o tym myślicie?
P.S.3. Pojawił się problemy z tamtym szablonem, więc zmieniłam na inny. Niestety teraz jest problem z kolorem czcionki. Nie mogę go zmienić, więc dopóki nie zmienię szablonu (nie chce mi się teraz kolejnej godziny na to poświęcać i powiem szczerze, że nie wiem kiedy to zrobię) lub nie przeniosę opowiadań na inną stronę, trzeba będzie tekst zaznaczyć, aby lepiej się czytało.
P.S.4. Jednak wróciłam do starego szablonu. Uznałam, że ważniejsze od wyglądu bloga jest jego treść, więc powinna być ona czytelna:)

niedziela, 18 maja 2014

Ważne!

Nie sądziłam, że ten dzień kiedykolwiek nadejdzie, ale od pewnego czasu zastanawiam się nad zakończeniem pisania Dramione. Jakoś nie mam już do tego serca, tak jak kiedyś. Nie potrafię nic dobrego wymyślić. Mam wrażenie, że aktualne opowiadanie trochę się ciągnie, dodatkowo robię bardzo długie przerwy pomiędzy postami. Wydaje mi się, że też coraz mniej osób interesuje się tym blogiem.
Podjęłam się również kilku innych rzeczy, które zabierają mój czas i nie ukrywam, że sprawiają mi większą przyjemność, niż ten blog.
Eh...nie wiem jak to będzie.
Z drugiej strony nie chciałabym porzucać rozpoczętej historii, ale jeśli postanowię ją kontynuować, boję się, że ją zniszczę.
W każdym razie, ostatecznej decyzji co do opuszczenia was jeszcze nie podjęłam, ale myślę, że w ciągu kilku najbliższych dni to zadecyduję co zrobić.
Pozdrawiam Lady Charlotte

wtorek, 8 kwietnia 2014

Nowy rozdział?

Moja praca licencjacka jest już prawie skończona. Zostało mi tylko naniesienie poprawek do 3 rozdziału oraz dokończenie wstępu i zakończenia. Planuję to zrobić w tym tygodniu i w poniedziałek oddać całość promotorowi. Tak więc, jeśli wszystko dobrze pójdzie i dopisze mi wena, to w przyszłym tygodniu powinnam wziąć się za pisanie nowego rozdziału. Jednak nie oznacza to, że pojawi się on szybko. Mam do zaliczenia kilka przedmiotów i czas najwyższy wziąć się za naukę pytań do drugiej części egzaminu. Mimo wszystko postaram się każdą wolną chwilę poświecić na pisanie.
Pozdrawiam Lady Charlotte